wedding planner planujący budżet weselny pary

Budżet weselny bez niespodzianek, czyli gdzie uciekają pieniądze podczas organizacji ślubu i wesela.

Ja nie wiem, skąd to się bierze. Na co dzień jesteście ludźmi twardo stąpającymi po ziemi. Wiedzącymi, ile wydajecie miesięcznie na opłaty, zakupy paliwo i inne przyjemności. Skąd zatem bierze się w Was ten optymistyczny „wariat” gdy planujecie budżet weselny?

Nagle „siano nie gra roli” i „jakoś to będzie” jest najczęściej używanymi sformułowaniami. 

Optymistycznie zakładacie kwotę X, a potem rzeczywistość brutalnie weryfikuje rubrykę pt „ile kosztuje wesele” w Waszym Excelu. 

Już podpisanie umowy z salą weselną pokazuje, że gdzieś nie doszacowaliście. A skąd to niedoszacowanie się bierze? Zerknijcie na pułapki zastawione na Was na każdym kroku.

Koszty wesela, o których nikt Wam nie powie (a powinni!)

Bo one robią kwotę końcową…

1. Korkowe i talerzykowe – ukryte potwory z menu

Znacie to powiedzenie: „diabeł tkwi w szczegółach”? A kojarzycie takie haftowane makatki, które wisiały nad stołami naszych babć i prababć? Takie z mądrymi przesłaniami? Otóż, przy planowaniu ślubu i wesela, zdanie powyżej powinno być Waszym mottem wyhaftowanym na płótnie i powieszonym nad biurkiem. Bo ukryte koszty wesela, naprawdę, są wypisane małym drukiem i z maleńką gwiazdką.

Zdaję sobie sprawę, że wpisując w budżet „koszty sali” – zwykle bierzecie pod uwagę cenę „talerzyka” na wesele i / lub poprawiny, mnożycie przez liczbę zaproszonych i jesteście szczęśliwi, że mieścicie się w budżecie. 

Z niespodziankami możecie zetknąć się nieco później, jak opadną emocje i doczytacie (podpisaną naprędce) umowę. Dodatkowe opłaty najczęściej spotykane w lokalach to „korkowe” i „tortowe”. Te piękne nazwy znaczą tyle, że Wasz budżet na „dzień dobry” dostaje mocny cios w szczękę.

Bo to, że chcecie mieć tort z fancy cukierni, albo macie ulubiony gatunek alko, który chcecie zaserwować na imprezie życia, powoduje, że niektórzy właściciele sal zacierają dłonie i liczą już hajs jak Sknerus McKwacz. Opłata za otwarcie każdej butelki, czy pokrojenie Waszego tortu, mogą zamienić budżet weselny w horror.

2. Noclegi i logistyka gości, czyli transportowy ból głowy i portfela

Marzycie, że będziecie mieć sielskie wesele w stodole. Całkowicie na odludziu, w spokojnej okolicy, bez tłumów i z pięknymi widokami. Już czujecie ten wiaterek na twarzy, rosę na trawie i słyszycie szumiące kłosy zbóż. 

Cudowna atmosfera, którą uwielbiam. Ale! Pamiętajcie, że odludzie oznacza: LOGISTYKĘ. Ktoś tych gości musi dowieźć i odwieźć w środku nocy. Gdzieś trzeba położyć gości spać. Noclegi i transport (nawet tylko dla najbliższych), rzadko lądują na pierwszym miejscu arkusza Excel, a tworzą dość „grube” okienko kosztowe. Jeden kurs busem to może być rząd wielkości 500 zł, ale jeśli tych kursów będzie kilka – robi się parę tysięcy. Jeśli dojdą do tego pokoje – będzie kolejne kilka tysiaków. Dlatego dobrze jest zastanowić się, czy naprawdę chcemy / musimy zapewnić gościom noclegi i transporty, czy to jest raczej fanaberia? 

Dużo łatwiej jest zorganizować uroczystość w mieście, tam skomplikowana logistyka odpada. Są taksówki, autobusy, tramwaje (w Warszawie nawet metro) i mnóstwo hoteli na każdym kroku. Odpowiedzcie sobie zatem na pytanie: na czym Wam zależy najbardziej i ułóżcie to w arkuszu kalkulacyjnym. Bo planowanie weselnego budżetu to sztuka kompromisów i umiejętność bycia asertywnym. A koszty organizacji wesela potrafią rozciągnąć się, jak z gumy. Szkoda że portfele raczej nie idą w tę stronę.

3. Detale, które robią różnicę (i czyszczą konto)

„Ojej, jakie tanie zaproszenia!” – przyznać się, kto choć raz tak pomyślał, patrząc na cenę jednostki? A potem pomnożył razy 100 i zaczął szukać zaproszeń „nie za miliony” na ślubnych grupach na Facebooku? Same zaproszenia to w sumie „pikuś”. Do kosztów papeterii doliczcie jeszcze tablicę usadzenia gości, winietki dla każdego, menu – z paru złotych robi się kilka setek a czasem nawet tysięcy. Prezenciki dla gości – niby 5 zł za sztukę, pomnożone przez liczbę gości robią kwotę, itd, itd. Dobra rada ode mnie: robiąc kalkulator opłat weselnych, patrzcie zawsze na całość, nie na jednostkowe ceny. 

nowoczesna papeteria weselna, koszty wesela, kalkulator weselny

4. Haracz za wolność, czyli dodatkowe opłaty weselne za zewnętrznych podwykonawców

Część obiektów (o dziwo zazwyczaj są to te „bardziej tradycyjne” miejsca, gdzie trąci myszką lub właściciele nie rozumieją współczesnego świata) nie lubi, jeśli chcecie na ich teren wprowadzić kogoś „obcego”. Nieznany im bliżej DJ? Fotograf, który robi mega reportaże, ale nie jest znany właścicielom? Modny barman, robiący fajne drinki a nie tylko whisky z colą? Nie, nie, nie. Nie chcemy tu intruzów. Jeśli upieracie się na któregoś z nich, musicie zapłacić. Ile? To zależy, zazwyczaj od kilku setek do kilku tysięcy. Taki haracz. Oficjalny powód? Koszty organizacyjne i ryzyko. Nieoficjalnie? Brak prowizji od polecanego usługodawcy. Takie życie. Czytajcie dobrze umowy!

tort weselny, ukryte opłaty weselne, opłata tortowa, opłata talerzykowa

5. Godziny montażowe, czyli czas to pieniądz

Jeśli planujecie skomplikowane logistycznie wesele, z wieloma usługodawcami, światłem, sceną dla zespołu, skomplikowanymi podwieszeniami dekoracyjnymi – koniecznie dopytajcie o możliwość montażu dzień wcześniej. I tu niespodzianka – mimo, że sala (teoretycznie i praktycznie) jest wolna – żeby z niej skorzystać – musicie zapłacić 🙂 Kwoty są różne, nie skłamię, jeśli powiem, że raczej trzy zera na końcu to minimum. Bo, przecież, czas to pieniądz! Demontaże, które zaczną się dopiero o 10? No way, chyba, że za hajs… Jak chcesz gratis, to demontaż musi się zacząć od razu po zakończeniu przyjęcia i skończyć zanim kelnerzy sprzątną wszystkie brudne kieliszki…

PS tylko raz w zawodowym życiu, spotkałam się z salą, gdzie mogliśmy się montować już od czwartku i nikt nie wziął od nas ani złotówki…

Jakie inne, dziwne i ukryte koszty organizacji wesela spotkałam na salach?
  • opłata za sprzątanie toalet 
  • opłata za papier toaletowy w toaletach (tak! W XXI w. płacimy za papier do d.py)
  • „miejscowe” dla barmanów
  • opłata za lód do coolerów
  • opłata za odpalenie klimy i gniazdo „siłowe” dla zespołu
  • opłata za zapalenie ozdobnych żarówek na suficie
  • opłata za jedzenie wystawione w bufety
  • opłata serwisowa – czyli % od całości
  • opłata za możliwość zorganizowania ceremonii plenerowej w miejscu przeznaczonym na ceremonię plenerową

I kilka innych, których nie pamiętam, ale były tak samo absurdalne.

Budżet weselny krok po kroku. Jak nie zwariować?

Planujcie wesele jak profesjonaliści. Ogarnijcie weselny budżet, jak ninja księgowości. Niech kalkulator weselnych wydatków doda Wam mocy. 

1. Ustalcie kwotę maksymalną i… odejmijcie od niej 15%. To będzie Wasz bufor bezpieczeństwa i poduszka finansowa na nieprzewidziane (będą, będą…) wydatki. Wiem, że zupełnie nie zdajecie sobie sprawy z jakimi kosztami się zetkniecie. To naturalne, bo organizacja wesela to pewnie Wasz debiut. Na dziś, przyjmijcie (bardzo, bardzo) przybliżoną wartość – 1000 zł na każdego gościa. To powinno wystarczyć, przy założeniu, że nie będziecie szaleć i Pinterest ani insta rolki Was nie omotają. Raczej w tej kwocie nie zmieścicie noclegów i transportów.

2. priorytety. Co jest dla Was najważniejsze? Jeśli chcecie, żeby jedzenie i muzyka były petardą, a dekoracje czy atrakcje to zbytek – zainwestujcie tam, gdzie robicie klimat. Nie musicie mieć wszystkiego, co widzicie na instagramie. Serio. 

3. Czytanie umów. Każda umowa i każdy ślubny usługodawca powinien być prześwietlony pod kątem dodatkowych kosztów (nadgodziny DJ-a, montaż dekoracji dzień wcześniej, dodatkowe godziny pracy foto i video etc). Rozumiem, że się na tym nie znacie, wiem też, że oddanie umowy do opiniowania przez prawnika kosztuje. Wiem, że ja też bym wzięła od Was za to kasę. Ale serio… żyjemy w świecie AI, czatów, internetu. Wrzućcie tę umowę do czata, zapytajcie o pułapki, o zapisy i klauzule niedozwolone w umowach z konsumentami, o skutki ew zerwania takiego kontraktu. Nawet, jeśli czat nie jest prawnikiem, wyrzuci Wam najpewniej kilka jak nie kilkanaście punktów do poprawy. Oczywiście każdą uwagę podaną przez AI należałoby sprawdzić u źródła, niemniej nie podpisujecie cyrografu własną krwią, a jeśli zobaczycie czerwone flagi – to może się nad nimi zastanowicie, zanim, wpadniecie w weselną euforię.

Architekci Przyjęć – Wasz ślubny „control freak” budżetowy

Organizacja wesela to nie tablice inspiracji na Pinterest. To przede wszystkim twarda matematyka, negocjacje i pilnowanie terminów (przepraszam, jeśli uraziłam wszystkich multimiliarderów, którzy to czytają). Jeśli na myśl o tworzeniu arkuszy kalkulacyjnych, porównywaniu ofert, pilnowaniu wydatków – dostajecie gęsiej skórki – jesteśmy tu aby Wam pomóc. Ja i moi Architekci 🙂

wedding planner pilnujący budżetu weselnego, logistyka weselna, koszty wesela

Jako doświadczona wedding planner, dokładnie wiem, gdzie można zaoszczędzić, bez straty na jakości. Wiem też, gdzie zupełnie nie warto ciąć kosztów. Znam realia rynkowe i dbam o budżety kilku / kilkunastu Par jednocześnie. Jestem więc zupełnie na bieżąco. Budżet weselny nie ma dla mnie tajemnic 🙂

Chcesz dobrze zaplanować budżet weselny i spać spokojnie? Bez niespodzianek i wpadek finansowych? Skontaktujcie się ze mną – poukładajmy te klocki razem!

A może ten wpis uruchomił w Waszych głowach jakieś wspomnienia z dziwnymi opłatami, jakie mieliście w umowach albo ponieśliście w związku z organizacją wesela? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzu!

Nieustannie zapraszam też na moje social media – tam poznacie mnie bliżej 🙂

ciężki dym w plenerze

Ślub plenerowy, czyli o weselu, które zwaliło mnie z nóg

Dosłownie i w przenośni… Bo musisz wiedzieć, że ślub plenerowy nie zorganizuje się sam i nie jest to bułka z nutellą, a ciężka orka na ugorze… Zatem:

Trochę tekstu, tytułem wstępu…

Małgosię i Mikołaja poznałam przypadkiem. Przecudowni ludzie. Ciepli, bez kija w tyłku. Przesympatyczni i empatyczni. Najlepsze jest to, że Oni wcale nie szukali wedding plannera. To wyszło przypadkiem. I to był ten jeden przypadek, kiedy ofertę współpracy przygotowałam w ciemno…

Nie. Oszukuję… Jest jeszcze jeden taki przypadek, ale ten ślub się jeszcze nie odbył, więc nie będę o nim pisać.

Więc…

Małgosia i Mikołaj mieli zarezerwowany lokal pod Warszawą, w którym chcieli zorganizować ślub w plenerze i wesele dla swoich prawie 100 gości. Byli też na etapie ofertowania dekoracji. Poza pomysłem – nie było nic więcej.

Jak się w to wkręciłam?

Emilka (dekoratorka, która wyceniała koncepcję) zadzwoniła do mnie po małą pomoc – mówi: „ale szykuje się fajny koncept – ogarnęłabyś wizję i kilka rzeczy?”

A jak opowiedziała mi, że to ma być ślub w plenerze – rodem z Sagi Zmierzch i że Młodzi to artyści totalni – wiedziałam, że muszę to zrobić!

Pojechałam na spotkanie z ofertą współpracy, przygotowaną na rybkę – znałam datę, mniej więcej wiedziałam, do czego będę potrzebna. Mniej więcej wiedziałam, ile czasu zajmie mi zorganizowanie tego ślubu, mniej więcej wiedziałam, jaki jest budżet i mniej więcej wiedziałam, że to mi się finansowo skalkuluje…

Czy tyle „mniej więcej” to nie za dużo niewiadomych? Of kors, że za dużo, ale czasem człowiek musi – inaczej się udusi…

AHOJ przygodo!

Wiesz, co było mega zaskakujące i zbudowało moją samoocenę? Po spotkaniu i zostawieniu oferty – Małgosia w godzinę zdecydowała o zatrudnieniu mnie!

W międzyczasie musieliśmy zmienić miejsce, bo w tym pierwotnym nie mogliśmy zrobić, tego, na czym nam zależało. Druga lokalizacja okazała się porażką (dzięki, albo przez właścicieli), trzecie było strzałem w dziesiątkę.

I tak wyglądał początek cudownej, stresującej, wycieńczającej i radosnej przygody z organizacją ślubu plenerowego i wesela dla (jak się potem okazało) znanych postaci polskiego światka muzyki młodego pokolenia.

Jak się dać zaskoczyć i ze zdziwieniem odkryć, że PM to gwiazdy znane przez Twoje dzieci?

Czy ja mówiłam już, że stara jestem? Słucham starych piosenek, śmieszą mnie rzeczy, które dla młodych są żenujące i nie ogarniam nowych technologii.

Więc, jak wyszło, że Mikołaj jest producentem muzycznym pewnego znanego gościa od rapu i reklamy mc donalda – to moje młode, mało nie wyszły ze skóry i dopytywały tylko, czy zgarnę im na ślubie plik autografów ;). A ja stałam z gębą rozdziawioną… I wtedy, po raz pierwszy, przestraszyłam się tego zlecenia. Głosik z tyłu głowy szeptał zawzięcie: „nigdy jeszcze nie pracowałaś z gwiazdami, a co będzie jeśli nie podołasz?” A potem drugi głosik tupnął: ” weź się, babo, ogarnij – klient, jak klient – przecież są mili”.

Ślub plenerowy rodem z Sagi Zmierzch

Małgosia chciała, jak ze Zmierzchu, Mikołaj zgadzał się i płacił. My szalałyśmy z konceptem. Tysiące kwiatów wisterii tworzyły baldachim nad gośćmi podczas ceremonii. W namiocie (na stołach gości i sole prezydialnym) pojawiły się mech i trawa z rolki, które razem z omszałymi świecznikami i kompozycjami kwiatowymi, transferowały nam las do wnętrza. Fajnym elementem były zielone kieliszki, z grubego szkła i rattanowe podkładki.

Mała dygresja: nie wiem, jak Ty, ale ja jestem zwolennikiem jedzenia w bufetach. Zresztą, przy tak obfitych dekoracjach – nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby próbować stawiać przystawki w stołach… Finalnie goście byli bardzo zadowoleni.

Ale wracając do tematu – dlaczego to wesele zwaliło mnie z nóg?

Bo odbywało się w najbardziej upalny weekend sierpnia. Temperatura sięgała 37 stopni, a słońce w zenicie nie pomagało. Natomiast Małgosia i Mikołaj byli tacy uroczy i mieli w sobie tyle luzu, że sami do mnie przyszli i stwierdzili: poczekajmy jeszcze parę minut z tym ślubem.

Ślub plenerowy opóźniliśmy o dobre 45 minut, bo świadek się spóźniał. Potem jeszcze chwilę, bo tekst, który miał czytać przyjaciel M&M, nie dotarł na czas. Gdyby to był ślub cywilny – urzędnik już dawno pojechałby do domu… A my ocknęlibyśmy się z ręką w nocniku… Na szczęście to ceremonia humanistyczna i Młodzi sami mogli decydować, kiedy się zacznie. A że upał, to i pośpiechu nie było.

Ale…

Tak wzruszającej ceremonii nie widziałam jeszcze nigdy w moim zawodowym życiu. Naprawdę! Miałam ciarki i łzy w oczach…

Potem leniwe życzenia, leżaki i chill przed serwowanym obiadem. Partyjka badmingtona. Czas płynął inaczej, niż na wszystkich weselach. Ja zwykle pilnuje zegarka i poganiam, żeby się ze wszystkim wyrobić. Tu Młodzi zdecydowali, że mamy dać gościom przestrzeń i luz. I, paradoksalnie, to była dla mnie bardziej stresująca akcja, niż bieganie z zegarkiem…

Muzykę puszczali sami, zdjęcia robił znajomy, film – kolega. To wszystko, dawało gościom ten rodzaj komfortu, którego nie zaznaliby przy „obcych” usługodawcach, czyhających na autografy czy zdjęcia na pomponik.

A ja, przypadkiem, zrobiłam wesele dla gwiazd. Nawet nie do końca o tym wiedząc… Taka to ze mnie influencerka…

Podsumowując:

Ogromnie się cieszę, że znalazłam się w dobrym miejscu i czasie. Niesamowite, że M&M chcieli ślub plenerowy w takim stylu. Radością napawa mnie fakt, że intuicja dobrze podpowiedziała mi, czego Małgosia i Mikołaj potrzebowali, skoro nawet o tym nie wiedzieli. Fajnie mieć wokół siebie przecudownych usługodawców, którzy wkręcają mnie czasem w swoje projekty.

W sumie to dałabym się przeczołgać raz jeszcze – w upale czy deszczu, z euforią i radością w oczach.

A tak najbardziej w sumie, to nawet nie wiem, po co pisałam ten tekst. Chyba, żeby się pochwalić 🙂

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć z tego ślubu? Zerknij tutaj i koniecznie daj znać, co myślisz o tej realizacji!

20220225-DI7A7989

Chcę zatrudnić wedding plannera

Chcę zatrudnić wedding plannera, ale jak to zrobić?

Ile to kosztuje?

Jakie są warunki współpracy?

Co dostaję w zamian za wynagrodzenie?

Dostaję wiele wiadomości o podobnym zabarwieniu.

Jak zacząć współpracę, na co zwrócić uwagę, ile to kosztuje i jak wygląda zatrudnienie osoby do zaplanowania ślubu? W końcu to nie kajzerka, że wchodzisz do sklepu i masz…

Oferta współpracy od wedding plannera

Pierwszą i kluczową kwestią jest fakt, że nie ma jednej i słusznej oferty. Fotograf ślubny, filmowiec czy DJ, mają łatwiej! Ich oferty są raczej standardowe, zawierają podstawowe informacje o tym, czym i jak się zajmują, wycinek portfolio i cenę. Wysłanie takiej oferty to 2 sekundy.

W mojej branży jest nieco (ale tylko ciut) ciężej. W większości agencji ślubnych oferty szyte są na miarę, bo nie ma dwóch identycznych uroczystości, dwóch identycznych Par Młodych, dwóch identycznych pomysłów na ślub. I tak, jak nie ma dwóch podobnych ślubów / przyjęć, tak też nie ma dwóch takich samych ofert. Różnią się ilością obowiązków, odległością, trudnością organizacyjną, ilością gości, strukturą gości, oczekiwaniami, atrakcjami etc.

Dlatego suche pytanie: „proszę o ofertę” jest dla mnie najgorszą z możliwych do otrzymania wiadomości mailowych. Bo nie chcę być niegrzeczna, ale nie umiem odpowiedzieć wprost. Głupie: „to zależy” brzmi beznadziejnie i nieprofesjonalnie…

Zwykle odpowiadam wtedy, że przepraszam, ale nie umiem zrobić oferty. Potrzebuję więcej szczegółów, przecież nieuczciwym by było, gdybym na tak zadane pytanie, wypaliła: 100 tysięcy i zrobię! Pytam, drążę, zamęczam Was o szczegóły – wszystko po to, abyście czuli, że serio chcę zrobić najlepszą ofertę ever. Zawsze chcę!

BTW nieskromnie przyznam, że jestem mistrzem w pisaniu ofert… Storytelling na poziomie master 😉

Co zatem zrobić, aby skutecznie otrzymać ofertę i zatrudnić wedding plannera?

Dać się zaprosić na kawę i / lub ciastko i / lub pogaduchy na żywo.

Spotkać się na zoom, google meet czy złapać na chwilę przez telefon.

Opowiedzieć nieco (no dobra, nieco więcej) o sobie, swoich zainteresowaniach, swojej historii i swoich weselnych planach. Mnie interesuje nawet to, jak się poznaliście! Kiedyś wyjaśnię, po co mi takie dane 🙂

Kluczowymi informacjami są: data, miejsce i rodzaj ceremonii, miejsce przyjęcia (choć przybliżone – miasto, województwo), ilość gości oraz to, jak sobie wyobrażacie swój ślub – bo, jestem pewna, że jakieś wyobrażenie o tym dniu macie 🙂

Są firmy, które pytają o budżet (i na tej podstawie wyceniają usługę) i wiele innych (mniej lub bardziej szczegółowych) informacji. Dla mnie budżet, jaki przeznaczacie na swoją uroczystość, nie jest istotny. Dla mnie jest istotne, jak się będziemy dogadywać, ile nakładu pracy włożę w ten projekt, ile kilometrów przemierzę, czy będę musiała zatrudnić drugą osobę do pomocy i ile nocy nie prześpię.

Czas na małe wnioski:

Wniosek pierwszy: im więcej opowiecie o swoich planach, tym lepszą ofertę przygotuję. Spersonalizowaną, idealną odpowiedź na Wasze potrzeby.

Wniosek drugi: nie bójcie się mówić, nie wykorzystam Waszych danych w niecnych celach 🙂

Wysłanie zapytania, spotkanie na kawie czy chwila pogawędki oraz otrzymanie, na podstawie uzyskanych danych, oferty, do niczego Cię nie zobowiązuje. Nie musisz podpisywać od razu umowy, deklarować wpłat czy wiązać się ze mną na lata. Masz czas na spotkania z konkurencyjnymi agencjami, na porównanie ofert, a także możesz się, najzwyczajniej w świecie, rozmyślić! Wierzę jednak i zawsze mocno trzymam kciuki, za to, że wrócisz!

Zatrudnienie wedding plannera jest banalnie proste. Znajdź odpowiednią osobę i zapłać jej wynagrodzenie :) Ale najpierw poczytaj, jak znaleźć odpowiednią osobę i o co ją zapytać!
jak zatrudnić wedding plannera, który będzie Twoją prawą ręką?

Czym się zajmuje wedding planner?

O tym, czym się zajmuje możesz przekonać się na tym filmie. Produkcja ta powstała podczas jednej z prawdziwych, weselnych realizacji. To było na początku lipca 2022 i ta realizacja skradła moje serce od samego początku (ale o tym kiedy indziej).

Od razu powiem: film nie jest kompletny.

Co to znaczy?

Ten film jest małym wycinkiem tego, co robię w pracy i w dodatku urywa się w połowie (nie dlatego, że byliśmy pijani i mieliśmy zaniki pamięci!). Nie ma na nim miesięcy siedzenia przed komputerem, tysiąca ustaleń telefonicznych i mailowych, setek przejechanych kilometrów (bo to nuda…). Jest dzień kulminacyjny – od samiutkiego poranka. Dzień ślubu i wesela…

Zapytasz: dlaczego zatem urywa się w połowie?

Proste: przez wzgląd na Parę Młodą (która wspaniałomyślnie zezwoliła mi na nagrania) i ich Gości. Szanując ich prywatność i komfort – zakończyliśmy film, zanim na dobre zaczęła się zabawa 🙂

Czy to właściwe ze względu na promocję w social mediach? Pewnie nie.

Czy etyczne? Ja jestem zdania, że to jedyne i słuszne podejście.

Nie jestem typkiem, który ma parcie na szkło i cały czas nagrywa relacje i robi zdjęcia na Waszych przyjęciach. Takie ze mnie dinozaur internetów…

Ostatni punkt: czym nie zajmuje się wedding planner i jak znaleźć TEGO odpowiedniego?

Odpowiedź na pierwszą część pytania, jest już po części wyjaśniona w jednym z moich poprzednich wpisów a trącona humorystycznie w innym.

W kwestii drugiej… No cóż… Pytaj, pytaj, pytaj. Szukaj na forach, rozpytuj znajomych, sprawdź media społecznościowe i strony www, porównaj realizacje.

Dowiedz się czy macie podobne poczucie humoru, poglądy, temperament.

Pamiętaj, że z tym człowiekiem będziesz często rozmawiać, spotykać się, śmiać i żartować do rozpuku a czasem nawet kłócić i ścierać… Będziecie pracować ze sobą kilka / kilkanaście miesięcy. Nie możecie do siebie nie pasować!

Musisz tej osobie ufać… Ale musisz też czuć, że jest dla Ciebie oparciem, a nie ciężarem…

Mam nadzieję, że rozświetliłam nieco zaciepmnine zakamarki związane z ofertowaniem i współpracą z wedding plannerem.

Mam nadzieję, że to, co napisałam wyżej, ma sens…

Upały, które nawiedzają nasz kraj ostatnio, czasem powodują mętlik w głowie i trudności z przelaniem myśli na papier 🙂

Trzymam mocno kciuki za Twoje wybory. Może to właśnie ze mną poczujesz dobry vibe i zrobimy wspólnie Twoją uroczystość?

POWODZENIA!